Szukaj

Jak zostałam wychowana w duchu zero waste, nawet o tym nie wiedząc

Julia, 13 lipiec 2020
Jak zostałam wychowana w duchu zero waste, nawet o tym nie wiedząc

Moja mama ze mną przy rodzinnym stole (fot. Tomasz Tołłoczko)

Mała Kutra-rodzina na tle mojego rodzinnego domu (fot. Po nitce do zdjęcia)

Będąc małą dziewczynką, a właściwie i nastolatką też, patrzyłam z politowaniem i pewną dozą irytacji, na to jak moja mama zamiast wyrzucać plastikowe pojemniki po zakupionej żywności, zachowywała je, podobnie jak opakowania po jajkach, czy inne tego typu "przydasie", które rzeczywiście zazwyczaj się przydawały. Zamiast kupować kolejne piękne plastikowe opakowania do przechowywania jedzenia, wykorzystywała, to co już miała. Podobnie mój tata, przerabiał stare materiały, tkaniny, drewno. Po części ta oszczędność i nadawanie nowego życia zużytym, wydawałoby się nadającym się tylko do wyrzucenia przedmiotom, wynikała z niezamożności, a po części z głęboko zakorzenionej oszczędności i szacunku do otaczającego nas świata. Nasz dom zawsze był zero waste i eko, bez używania tych pojęć. Kiedyś tego nie doceniałam, uważałam że to powód do wstydu. Dzisiaj z perspektywy czasu, bardzo to cenię i widzę jak te działania moich rodziców, wpłynęły na moje projektowanie, dbałość o naturę i postrzeganie świata.

Kadry z mojego domu rodzinnego (fot. Oto Drzewo)

Myślę, że to jak postrzegam oszczędność mojej mamy i mojego taty, zaczęło się zmieniać, gdy rozpoczęłam studia projektowe. A właściwie trochę wcześniej, gdy jeszcze się na nie przygotowywałam. Pamiętam, jak obmyślałam projekt do teczki, którego temat brzmiał Każdy kij ma dwa końce. Naturalnie otoczona przez przedmioty, które uzyskały drugie życie, postanowiłam że moja odpowiedź będzie dotyczyła właśnie nadawania kolejnego znaczenia użytkowego, starym, zepsutym, nadgryzionym zębem czasu przedmiotom. I tak wymyśliłam wieszak, który powstał ze starej barierki od niemowlęcego łóżeczka. Na studia się dostałam, a tam znowu powszechnie używane terminy upcyclingu, recyclingu i zero waste, utwierdziły mnie w przekonaniu, że moi rodzice byli moimi pierwszymi nauczycielami takiego podejścia, zarówno w projektowaniu, jak i może przede wszystkim po prostu w życiu.

Mój tata w moim domu rodzinnym (fot. Tomasz Tołłoczko)

Teraz, gdy projektuję głównie zabawki, edukacyjne gry, czy karty pracy, poza oczywistą wartością merytoryczną, czy kreatywną, zawsze wyznacznikiem jest też dla mnie używanie możliwie najbardziej naturalnych materiałów - pięknych ekologicznych papierów, drewna, czy naturalnych tkanin. Fascynuje mnie też klasyczne rzemiosło, gdzie tworzenie przedmiotów unikatowych, bez produkcji liniowej, masowej, pozwala często na uniknięcie marnotrawstwa używanych materiałów, czy znacznie mniejsze, albo w ogóle znikome generowanie zanieczyszczeń. Dlatego też, pakując dla Was zamówienia używamy możliwie najbardziej ekologicznych rozwiązań, takich jak proste, kartonowe pudełka, naturalne wypełniacze, papierowa taśma, czy naklejki, do zabezpieczania przesyłek.

Oczywiste jest, że bardzo trudno jest w dzisiejszych czasach żyć prawdziwie ekologicznie, jednak takie niewielkie działania, jak sortowanie śmieci, odzyskiwanie i wykorzystywanie po raz kolejny możliwie największych ilości rzeczy we własnym gospodarstwie, szacunek do kupowanych przedmiotów, poprzez wybieranie możliwie najbardziej etycznie produkowanych, czy zmniejszanie ilości zakupów, mogą się realnie przyczynić do zmiany na lepsze, zwłaszcza że patrzą na nas nasze dzieci, młodsze rodzeństwo, dzieci znajomych, wiem to z autopsji, jak to na nie wpływa. Ważne jest jak edukujemy kolejne pokolenia, to my możemy je nauczyć szacunku do rzeczy materialnych, a poprzez to, do naszej planety.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt